Kot sikający poza kuwetą

Tutaj poruszamy tematy nie objęte w innych działach.

Moderatorzy: Robert A., Jarek

ODPOWIEDZ
Cooan
Posty: 1
Rejestracja: 24 października 2019, 07:35

24 października 2019, 07:38

Witajcie! Od kilku tygodni mam problem z moim kotem - mianowicie zaczął załatwiać się poza kuwetą.
Benedykt ma 6 lat i ogólnie ma problem z pęcherzem od około 4 lat. Kilka tygodni temu problem nawrócił - Benedykt zaczął posikiwać i kropelkować poza kuwetą. Zaliczyliśmy 3 wizyty u weterynarza, odpowiednie leki i wszystko wróciło do normy. Po kilku dniach kot jednak zaczął załatwiać się poza kuwetą - upatrzył sobie 2 konkretne miejsca w przedpokoju. Najczęściej zdarza mu się załatwić w nocy lub wczesnym rankiem, wtedy kiedy z mężem śpimy, ale też nie codziennie. Nieraz zdarzyło się, że osikał również ścianę, ale nie jest to zwykłe znakowanie terenu, ponieważ oddaje duże ilości moczu, tak jak przy wypróżnieniu do kuwety. Kotu od długiego czasu służy jedna kuweta, która jest kryta, żwirku używamy silikonowego praktycznie od samego początku naszej wspólnej historii, do tej pory raczej nie zdarzały się takie sytuacje, jedynie sporadycznie przy nawrotach problemów z pęcherzem. Kuweta była trzymana w szafce w łazience, przenieśliśmy ją do przedpokoju razem z szafką tam gdzie posikiwał, niestety skończyło się na osikanej szafce. Szafka również służyła nam od kilku lat, nigdy nie była problemem, do teraz. Tym razem w przedpokoju wylądowała sama kuweta, przez 2 dni było ok, teraz problem powrócił. Żadne spraye odstraszające nie działają, kot wyszukuje miejsce, które nie jest spryskane dokładnie, ale zawsze w przedpokoju. Dodam, że przez 3 lata mieszkałam z kotem razem z moją mamą, natomiast 3 lata temu zamieszkałam z mężem. Niestety na obecną chwilę jest to nasze 3 mieszkanie, które wynajmujemy, tak się złożyło, że praktycznie co roku byliśmy zmuszeni do przeprowadzki. W poprzednich mieszkaniach nie mieliśmy tego problemu (jedynie po pierwszej przeprowadzce, ale trwało to bardzo krótko), w obecnym problem pojawił się dopiero po zapaleniu pęcherza, grubo ponad miesiąc po przeprowadzce. Dla mojego kota każda wizyta u weterynarza to ogromny stres, dlatego konsultujemy się telefonicznie z lekarzami, nie chcemy go dodatkowo stresować. Benedykt przez 2 tygodnie dostawał środki na uspokojenie, gdyż weterynarze (a konsultowaliśmy się z kilkoma różnymi) dopatrywali się problemu w stresie. Niestety to nie pomogło. Nie pomaga nawet moja obecność 24h/dobę w domu, gdyż od tygodnia przebywam na zwolnieniu lekarskim. Kot jest wykastrowany, je normalnie, dostaje karmę tę samą od kilku lat, apetyt jest, wody pije dużo, rozbrykany i chętny do zabawy jest, wszystkie badania jak należy, dlatego weterynarze rozkładają ręce... :( Benedykt jest wprost rozpieszczany, nigdy niczego mu nie brakowało, ani ja ani mąż nigdy nie zrobiliśmy mu najmniejszej krzywdy, no chyba że w oczach naszego kota krzywdą jest wizyta u weterynarza, bo zawsze są sceny przy wyjściu z domu... Próbowaliśmy kiedyś feromonów Feliway, ale Benedykt w ogóle na to nie reagował... Nie wiem czy jest sens ponownie w to inwestować skoro kiedyś nie przyniosło to kompletnie żadnego efektu... Sama już nie wiem co robić w takiej sytuacji i jak pomóc mojemu kotu :( myślicie, że może to być jednak spowodowane przeprowadzką w nowe miejsce? Jeśli tak to dlaczego problem pojawił się po dłuższym czasie od przeprowadzki? Dajcie znać co o tym myślicie, może ktoś miał podobny problem i ma na to jakiś sposób? Za wszystkie rady będę mega mega wdzięczna!
Pozdrawiam, Natalia
ODPOWIEDZ