Jak sobie poradzić po stracie psa.....

Tutaj poruszamy tematy nie objęte w innych działach.

Moderatorzy: Robert A., Jarek

ODPOWIEDZ
JoanMi
Posty: 2
Rejestracja: 16 sierpnia 2019, 18:40

18 sierpnia 2019, 07:25

Straciłam swoją ukochaną sunię 10 lipca.....jestem mamą 3 dzieci a dokładnie czuję się jakbym dziecko straciła, bo Miliusia była moim dzieckiem... najmłodszym, ukochanym i wielbionym przez całą rodzinę. Zgubiła mnie chyba ta ogromna miłość do niej ... miała dopiero niecałe 4,5 roku, oddałam ją do sterylizacji, bo chciałam oszczędzić jej chorób i zapewnić jej dobre życie jak najdłużej...niby dobry gabinet, niby dobry weterynarz, a moje najdroższe serduszko podobno przestało bić podczas zabiegu i nie dało się jej uratować ....Ból i rozpacz rozdziera moje serce, moje życie zatrzymało się na tamtym dniu, nie wierzę i nie dociera do mnie że tak brutalnie mi ją odebrano....piękną , cudowną, mój cień w każdej minucie, największą miłość i najpiękniejszy prezent od losu jaki dostałam. Jeszcze taka młodziutka, miałyśmy tyle planów, od 3 miesięcy w końcu własny dom z ogródkiem, który był dla niej, tak się cieszyłam że w końcu będziemy miały tyle miejsca tylko dla siebie...Nigdy się z tym nie pogodzę....weterynarz stwierdził że "być może miała ukrytą wadę serca i bardzo mu przykro"....niestety zniszczył moje życie które stało się pasmem łez i ogromnego bólu.....
Guest
Posty: 55
Rejestracja: 23 kwietnia 2017, 11:54

18 sierpnia 2019, 11:50

Weterynarz zawsze znajdzie usprawiedliwienie na swoje partactwo . Ja też cały czas sie bałem sterylizacji, aż do momentu gdy sunia dostała ropomacicze w wieku 8,5 lat. Sterylizacja była ratunkiem zycia. Na szczęście wszystko dobrze sie skończyło - bardzo szybko wróciła do sprawności. Przed zabiegiem miała zrobione wszystkie badania , łącznie z badaniem serca. Zażądałem narkozy wziewnej , która jest bezpieczniejsza. Myślę ,że weterynarz czegoś nie dopatrzył, bądź zlekceważył. Moja sunia w ciagu jednego roku miała aż 4 różne operacje i wszystkie odbyły się bez komplikacji.
Bardzo Ci wspóczuję z powodu straty sunieczki , wiem ,ze to bardzo boli.
borowiecky
Posty: 8
Rejestracja: 29 czerwca 2019, 14:29

22 sierpnia 2019, 13:29

Ja też podjęłam decyzję o sterylizacji dopiero wtedy, gdy mój pies zachorował na nowotwór. Tak samo - operacja była konieczna do uratowania życia, chociaż weterynarz mówił, że ze względu na wiek jest to ryzykowna operacja, miała wtedy 13 lat. Co prawda, operacja się udała, ale to, jakie narkoza zostawiła spustoszenie w serduszku było straszne. Od sterylizacji rozpoczęły się nasze serduszkowe problemy i na serduszko finalnie odeszła, ale weterynarz nie zrobił nawet badań, po prostu wybrał znieczulenie i tyle. Dopiero następny weterynarz, któremu bardzo dużo zawdzięczam, uświadomił mi, że poprzedni powinien zrobić badania, usg, sprawdzić czy nie ma wad kardiologicznych, które finalnie wyszły i naprawdę miałyśmy dużo szczęścia, że operację przeżyła, ale to co działo się potem... Nie wiń się, mimo, że łatwo tak mówić, ciężej zrobić. Chciałaś dla swojego pieska dobrze, nie mogłaś tego przewidzieć, że odejdzie podczas operacji. Trzymaj się mocno!
JoanMi
Posty: 2
Rejestracja: 16 sierpnia 2019, 18:40

24 sierpnia 2019, 14:20

Niestety nie udaje mi się przestać obwiniać samej siebie...robię to każdego dnia, kiedy po przebudzeniu uświadamiam sobie,że jej już nie ma...Najgorsza jest myśl że nie musiało tak być, że nie była chora i nie była to operacja ratująca życie, tylko....no właśnie, to miało być dla jej dobra...Mam oczywiście ogromny żal do weterynarza, że nie zaproponował żadnych badań ,że mnie nie ostrzegł, że coś może się zdarzyć, jeszcze nie kazał mi się z nią żegnać żeby jej nie stresować tylko oddać mu ją szybko na ręce....cały czas widzę jej przestraszone oczka jak patrzy kiedy wychodzę....i chyba na zawsze zostanę już z tym widokiem i palącym bólem w sercu który dusi mnie i nie ustępuje ani na minutę....ech :(:(:(
Guest
Posty: 55
Rejestracja: 23 kwietnia 2017, 11:54

25 sierpnia 2019, 10:26

[quote
.Mam oczywiście ogromny żal do weterynarza, że nie zaproponował żadnych badań ,że mnie nie ostrzegł, że coś może się zdarzyć
[/quote]
Wiem co przeżywasz , ja tez z taką sytuacja nie mógłbym się pogodzić . To jest ewidentna wina weterynarza,ze nie wykonał badań , bądź ich nie zlecił. Weterynarze , którzy operowali moją sunie nie podjęliby sie operacji bez badań - to był warunek.
Ewelina1906
Posty: 1
Rejestracja: 06 września 2019, 17:13

06 września 2019, 17:35

Witam serdecznie. 3 września musialam pożegnać sie ze swoją 12 letnia labradorka Hera. Z dnia na dzien musieliśmy podjąć decyzję czy ja operować ale szanse byly malutkie czy ja uspic. Niestety ale maz z moim ojcem postanowili ze trzeba ja uspic żeby sie nie meczyla. Na sam koniec miala podwyzszony cukier, zle wyniki watrobowe, kulala, sikala juz krwia i kamieniami, miala guzy na kregoslupie, i jeden wielki za przednia lapa ktory przesunal i uciskal wewnetrzne narzady. Byl mega wielki co sie okazalo przy okazji wizyty u innego weterynarza bo naszej obecnej na ten czas gdy Hera nie mogla wstac itd nie bylo. Kiedys do nich chodzilismy ale potem zamienilismy na inna pania weterynarz z polecenia. I to byl nasz blad wielki blad. Jestem przekonana ze gdybysmy nadal chodzili z Hera do tego weterynarza co poszliśmy jak juz bylo za pozno to by zyla nadal. Tamta pani zbagatelizowala chyba objawy jej choroby, mowila ze te guzy to tluszczaki ze sie nie wycina. Jak w wigilię 1 raz zaczela siusiac krwia nie zrobils usg tylko dala jakies leki. A problemy nadal wracaly. Mam do siebie wielki zal ze przeze mnie nie zyje, ze to wszystko moja wina. Nie dalam rady sie z nia pozegnac. Maz byl przy niej do konca z moim tata. Glaskal ja za uchem i mowil zeby zssnela a ona sie wzbraniala przed tym. Nie moge jesc, spac, maz mnie nie rozumie mimo ze w ten dzien plakal jak bobr 1 raz to dziwi go ze ja tak dlugo przeżywam. Ale z Hera bylam 12 lat a od jej smierci minely dopiero 3 dni. Mam przed oczami jak biegnie za moim ojcem do przychodni nieswiadoma co ja czeka. Moze kolejne badanie, moze kolejny lek. Ale juz nie wychodzi o własnych silach. Mam straszne poczucie winy ktore jeszcze bardziej poteguje mój bol
Żabunia891201
Posty: 7
Rejestracja: 07 lipca 2019, 21:27

07 września 2019, 17:12

Jest mi bardzo przykro ale nie mogłaś tego przewidzieć co stanie się jak zmienicie lekarza. A człowiek zawsze sobie wyrzuca że nie zrobił wszystkiego tego co mógł. Strata jest naprawdę ogromna, 12 lat to sporo aby mocno zrzyć się ze zwierzakiem. Wiem to doskonale. Wczoraj minelo 2 miesiące od kiedy uśpiliśmy moją sunie, żyła 14 lat. Pod koniec mogłam zrobić dla niej więcej ale jakoś nie dochodzilio do mnie to, że jej może zabraknąć. Samo uśpienie też mogłam zrobić w domu, niestety nie decydowałam sama.. Obiecałam że nie pozwolę jej nigdy skrzywdzić a jednak myślę że nie zrobilam wszystkiego, myślę o tym codziennie. Bądź dla siebie też wyrozumiała, nie każdy to zrozumie.
Żabunia891201
Posty: 7
Rejestracja: 07 lipca 2019, 21:27

07 września 2019, 17:16

Jak piesek nie ma już radości z życia i dolegliwości utrudniają mu już funkcjonowanie trzeba podjąć tę decyzję i to jest prawdziwy objaw miłości wobec zwierzęcia.. Wziać na siebie ból związany z tym świadomym rozstaniem.

Pozdrawiam!
Ilonas
Posty: 81
Rejestracja: 01 października 2018, 10:54

09 września 2019, 22:09

Współczuję ci. Wiem co przeżywasz. U mnie za kilka dni minie 9 mcy.tyle ze mój Pusio się nie wybranial.on juz nie miał sily. Miał pustkę i obojętność w oczkach.dlatego Tobie jest ciężej. My czekaliśmy z siostra do końca. Do ostateczności. Wtedy kiedy już nie mógł wstać.ja nie potrafiła bym uśpić go kiedy mimo że powolutku ale sam chodził i się tulil.miałyśmy o tyle łatwiej ze weterynarz traktował nas inaczej bo jestem jego księgowa.zresztą to cudowni lekarze którzy wolą ratować niż kogoś skroic za leczenie tylko bo czują pieniądze. I dzięki nim łatwiej było mi to znieść bo po wszystkim powiedzieli ze to był najlepszy moment. Ze ratowalysmy do końca ale nie dalysmy cierpieć. Choć u nas to był wyrok. Z wiekiem i nerkami nikt nie wygra... choć nam udało się mu dać jeszcze rok życia po diagnozie a to jest bardzo długo. Trzymaj się ciepło. Będziesz cierpieć całe życie na wspomnienie o niej ale pierwsze 2 mce są najgorsze. Ja wylam dzień dnia w pracy i w domu.i mnie tez nikt nie rozumiał oprócz siostry.bo to był nasz psiak. Teraz też nie jest łatwo ale po czasie dociera do Cb ze go/jej nie ma i nigdy już nie wróci i wtedy przychodzi pogodzenie się z tym podświadomie bo w głębi serca nigdy się z tym nie pogodzisz. Jeśli kochałas całym sercem tak jak ja
Ilonas
Posty: 81
Rejestracja: 01 października 2018, 10:54

10 września 2019, 21:53

" czas nie leczy ran tylko oswaja z bólem..."
ODPOWIEDZ