kot furiat, odrobaczenie i wzmianka o astmie, pomocy!

Dyskusje o chorobach, ich leczeniu, oraz profilaktyce.

Moderatorzy: Robert A., Jarek

ODPOWIEDZ
Madax
Posty: 1
Rejestracja: 21 sierpnia 2018, 00:20

kot furiat, odrobaczenie i wzmianka o astmie, pomocy!

Post autor: Madax » 21 sierpnia 2018, 00:49

Witam

Zakładam jeden wątek, choć w rzeczywistości potrzebuję pomocy w dwóch sprawach. Konkretnie chodzi o odrobaczenie kota, kaszel oraz jego zachowanie u weterynarza. Proszę mi wybaczyć, że wątek będzie długi, ale postaram się dokładnie opisać sytuację.

Kot jest całkowicie nieobsługiwalny u weterynarza.
Dosłownie. Nie ma słów, żeby opisać co się dzieje u weterynarza.
Krzyk, wrzask, warczenie, gryzienie, rzucanie się na twarz. Konsekwencją tego jest stres kilku osób, krew w całym gabinecie a żaden zabieg nie jest wykonany. Weterynarze w okolicy powiedzieli żeby z kotem już nie przychodzić, bo nie mają na niego sposobu. Że nigdy tak silnego i zdeterminowanego kota nie widzieli.
Ostatnio trzeba było kotu jednak obciąć pazury i zdecydowałam się na wizytę domową. Skutki? Pani weterynarz godzinę się z nim męczyła, wszystko było obsikane, sierść garściami wychodziła, kot darł się jakby ktoś go obdzierał ze skóry. Nic nie działa.
Kot nie chce mieć obciętych pazurów i koniec. Chwyt za kark, kocyk, transporter, środki uspokajające, ręcznik, gabinet czy dom - wszystko wygląda tak samo.
Po otwarciu transportera w gabinecie nie ma czasu okryć go kocem, bo kot już wie co się dzieje - dlatego zdecydowaliśmy się na wizytę domową, jednak gdy kot wyczuł zamiary złapania za kark nie byliśmy w stanie utrzymać go w 3 osoby. Po godzinie takiej szarpaniny był na tyle słaby, że JAKIMŚ CUDEM udało się obciąć pazury u przednich łap - o tylnych nie ma mowy.

Dodatkowo tutaj pojawia się drugi problem. Pani weterynarz usłyszała jego kaszel - zapewne z tego całego syczenia się zakrztusił. Zasugerowała astmę. No i byłam w szoku. Całe życie wmawiano mi, że kot odkrztusza kule włosowe, kazano się nie przejmować. Wpisuje w google i widzę film kaszlącego kota z astmą - mój ma tak samo. Jestem zła na siebie, że olałam temat i dalej nie drążyłam, ale coś trzeba z tym zrobić. Tylko jak? Kota nie da się zbadać. Nie da się go nawet dotknąć w gabinecie. Środki uspokajające przestają działać momentalnie w chwili, gdy kot jest wynoszony z domu i narażony na stres.
Zdecydować się na podane głupiego jasia 10-letniemu kotu bez uprzednich badań? Podobno kaszel to może być też objaw chorego serca... A co jeśli serce nie wytrzyma?

Nie widzę żadnego rozwiązania w tej sytuacji. Żeby wiedzieć w jakim stanie jest kot trzeba pobrać krew, a jak to zrobić z kotem furiatem? Nie chcę podawać mu znieczulenia bez wiedzy czy jego organizm to wytrzyma.

Poddaję się już! Nie mam pojęcia co zrobić. Chciałabym, żeby był zdrowy. Kot to dla mnie część rodziny, ale nie wiem jak wybrnąć z tej sytuacji. Czasami mam wrażenie, że najlepszym rozwiązaniem jest dbać o niego jak najlepiej i zafundować mu szczęśliwą emeryturę z dala od stresu, pozwolić mu odejść w jego czasie. Ale nie mogę pogodzić się z myślą, że kot od tego kaszlu może mi umrzeć na rękach jeśli czegoś nie zrobię.

Kot kaszle różnie. Czasem raz na 3 dni, czasem raz na tydzień, raz na miesiąc - zależy, nie wiem niestety od czego.
Próbowałam różnego żwirku, różnego jedzenia, żeby wykluczyć alergię, ale nic konkretnego nie zaobserwowałam. Kiedy podaję mu pastę odkłaczającą i ma dostęp do świeżej trawy wtedy kaszle jakby mniej. Ale może to przypadek?
Czytałam też, że robaki mogą być przyczyną kaszlu, może najpierw zadbać o prawidłowe odrobaczenie, podawać pastę odkłaczającą i zobaczyć co dalej?
Nie chcę narażać kota na stres związany z badaniami w kierunku astmy, bo wiadomo jak to się skończy...

Tylko czym odrobaczyć kota? Naczytałam się tyle historii gdzie kot po odrobaczeniu umiera, że się teraz boję podawać mu tych tabletek. Wpadłam już chyba przez to wszystko w jakąś nerwicę, bo wszędzie widzę czarne scenariusze, że coś mu się stanie! Kot był odrobaczany Vetminthem, bo nigdy nie wykazywał objawów zarobaczenia, jednak czytałam że to mało skuteczny środek.
Czy Milbemax jest bezpieczny? I czy mogę go podzielić na mniejsze części i podawać kotu przez jakiś czas mniejsze dawki? Chcę uniknąć szoku i obciążenia jelit, ale nie jestem pewna czy w mniejszych dawkach zadziała jak trzeba. W razie jakby kot był mocno zarobaczony po nieskutecznym Vetminth, chciałabym uniknąć tego że mogłoby dojść do zatkania.

Może przesadzam, może za bardzo się martwię, jednak bardzo mi zależy na tym, żeby kot był zdrowy, spędza mi to sen z powiek szczerze mówiąc. Chciałabym mu pomóc, ale niestety nie wiem jak... Proszę, wręcz błagam o pomoc. Już sama nie daję rady.

ODPOWIEDZ