Jak sobie poradzić po stracie psa.....

Tutaj poruszamy tematy nie objęte w innych działach.

Moderatorzy: Robert A., Jarek

ODPOWIEDZ
ania05

20 lipca 2011, 17:58

Proszę napiszcie jak sobie z tym poradzic żeby chociaż trochę mniej bolało ...............Mam 40 lat a nie potrafię ......Po 13 latach razem wszystko mi ją przypomina ...........nawet burza ,nawet słońce ,wszystko .Nie mogę przestac płakać ,nie mogę nic robić .Dlaczego nie pamięta sie tych dobrych radosnych chwil tylko te najgorsze ,ostatnie ,tą bezradnośc wobec choroby :( .....Widziałam już wiele nieszczęscia i śmierci a nie potrafię sobie poradzić z odejściem psa ............chwilami wydaję mi się że zwariuje .Mam jeszcze jednego pieska ale jest chyba jeszcze gorzej bo on jej cały czas szuka i wszystkiego się teraz boi ........Maż sobie też nie radzi ale stara się jeszcze mnie pocieszać ...co zrobić ?Jak choć trochę ukoić ten potworny ból ....To nie jest moje pierwsze pożegnanie ale teraz nie moge sie ani troche pozbierać ....proszę napiszcie chociaż parę słów ..... :(
murakami
Posty: 151
Rejestracja: 14 sierpnia 2010, 23:00
Lokalizacja: Warszawa

20 lipca 2011, 19:14

Na pewno to jest nie do wytrzymania. To żałoba, ma swoje etapy i trzeba je przeżyć. Niektórzy biorą od razu psa, niektórzy sobie tego nie wyobrażają. Mnie się wydaje, że bym wzięła, ale to tylko gdybanie... nie wiem. Są z nami zbyt krótko, niby przecież na początku mamy tego świadomość, a jednak ból jest ciężki do zniesienia. Trzymajcie się - jakoś...
megan
Posty: 436
Rejestracja: 22 marca 2007, 16:19

20 lipca 2011, 21:12

Aniu, bardzo dobrze Cię rozumiem i ściskam serdecznie. Nasza poprzednia seterka odeszła od nas w wieku 14 lat. Bardzo cierpiała i pomimo tego, że to było ponad dziesięć lat temu, mam łzy w oczach, kiedy teraz o tym piszę. Pamiętam ten ból. Mój ojciec schodził do komórki, bo się wstydził płakać. Wszystko przypominało, smycz, miska.. Trzeba przepłakać..
Mnie teraz pomógłby "Marley i ja", końcowy rozdział.
Pozdrawiam serdecznie.
M.
zmartwiona

20 lipca 2011, 21:44

W amerykańskim czasopismie "Fate" wydrukowany został bardzo ciekawy artykuł, którego autorka Patti Roland stawia tezę o nie tylko pozazmysłowych lecz również ponadczasowych (inkarnacyjnych) związkach łączących człowieka z kochanym przez niego zwierzęciem. Znalazły sie tam równiez wskazówki oraz rady, jak postępować w przypadku choroby czy też nieuchronnego odejścia czworonoznego przyjaciela . A oto skrót tej interesującej publikacji:

Śmierć ukochanego zwierzęcia jest jednym z najbardziej bolesnych wydarzeń w kontaktach człowieka ze zwierzętami. Bolesnym,to prawda, ale być może odrobine ukojenia da świadomość,że więź ta istnieje nawet po śmierci twego podopiecznego
Kiedy twoje zwierzę przekroczy 10 rok życia, masz prawo zacząć traktować jego wiek z obawa i lękiem Starość u zwierząt na ogół łączy się z widocznymi zmianami fizycznymi. Słabnacy wzrok i słuch,wypadanie zębów,utrata kontroli nad funkcjami fizjologicznymi, czy nawet pojawianie sie nowotworów, to tylko kilka przykładów.Symptomy te uświadamiają właścicielowi fakt,że jego związek ze zwierzęciem nieuchronnie dobiega końca.
Trzeba mieć jednak swiadomość,że zwierzę dostraja się do ludzkiego myślenia. Dlatego też jest istotne, by postrzegać je jako zdrowe i sprawne.Nie należy dopuścić by zdominował cie strach przed utratą ulubieńca.Właściwa opieka,leczenie miłość i pozytywne wzmocnienie mogą znacznie wydłużyc jego życie. Zwierzę może wciąż wieść szczęśliwy żywot z osłabionym wzrokiem, słuchem, mniejszą ilością zębów czy nawet osłabionymi organami. Czego natomiast potrzebuje - to uczucia i zrozumienia ze strony właściciela. Jeśli właściciel nieustannie mówi lub myśli w taki sposób,że " Mój kot ma już 12 lat,wiem,że długo nie pożyje", lub "Mój pies nie jest w stanie kontrolować swojej fizjologii,trzeba będzie go wkrótce uśpić", twój czworonóg dołoży wszelkich starań, by spełnić to,co uważa za twoje życzenie, to znaczy,żeby zdechł. Sposób w jaki zwierzę tłumaczy sobie tego typu informacje jest nastepujący:"Jestem stary i chory i moi właściciele nie potrzebują mnie więcej".
Zamiast więc przekazywać starzejącemu się zwierzęciu tego typu sygnały, daj mu do zrozumienia,że zdajesz sobie sprawę z tego że sie starzeje, ale nie przeszkadza ci to. "Kocham cię i jestem gotów okazać ci więcej troski.Chcę byś był ze mna do momentu, kiedy uznasz,że czas opuścić fizyczne ciało".
W momencie jego odejścia należy mieć świadomość,że stosunek zwierząt do tego nieuchronnego faktu jest inny niż nas, ludzi. Zwierzęta nie sa przywiazane do swej fizycznej powłoki w takim stopniu jak my. Wiedza one, kiedy nastepuje moment opuszczenia wymiaru fizycznego i zazwyczaj robia to chetnie,bez względu na zewnętrzne w danym momencie okoliczności.
Choć zwierzęca "dusza" wie, kiedy nadchodzi czas opuszczenia ciała jednak czasami opiera sie ona temu czując,że właściciel nie będzie w stanie poradzić sobie z odejściem. W rezultacie zwierzę podejmuje czasami świadomą decyzję pozostania do momentu, kiedy otrzyma sygnał od swego właściciela.przyzwalający mu na jego odejście. Z tego też powodu często zostaje dłużej niz powinno, ze szkoda dla siebie i właściciela, obserwującego postępujący proces zniedołężnienia. Świadomy tego,że czas na dokonanie przejścia nadszedł,powinien on uczynić odejście zwierzęcia łatwiejszym. łagodnie przemawiając powinien dac mu na to pozwolenie. Jeśli właściciel zostanie poproszony o zadecydowanie, czy poddać zwierzę eutanazji, nie powinien podejmować tej decyzji pochopnie. Zastanów sie czy istnieje jakaś alternatywa. Jeżeli jednak juz zdecydujesz się na eutanazję, siedź spokojnie, trzymając swojego podopiecznego.Wyjaśnij mu,co nastapi i dlaczego. Pozostań z nim podczas zabiegu, trzymając lub dotykając go, przemawiając do niego, zapewniając o swoim do niego uczuciu.
Kiedy zabieg juz sie dokona, pozwól sobie na uczucie smutku i straty. Jak by nie było, przed chwila utraciłeś jednego z członków rodziny. Nie pozwól innym ( nawet obdarzonym dobrymi intencjami krewnym lub przyjaciołom) by narzucili ci, kiedy twój smutek ma się zakonczyć. Wielu ludzi nie pojmuje ze utrata zwierzęcia może byc odczuwana tak samo głęboko, jak utrata bliskiego człowieka.Trudno wówczas radzić sobie z uwagami w stylu " Idź zaraz i kup sobie inne zwierzę". Tak samo bowiem nie moglibyśmy iść i kupić sobie nowego brata czy męża.
Twój zwierzęcy towarzysz ma zdolność do ponownego wcielania się. Jeżeli życzysz sobie, by jego duch wrócił dociebie po śmierci, powiedz mu to zanim dokona sie przejście. Następnie pozwól by rozpoczął swą podróż. Zwierzęta zazwyczaj wracają w innym wcieleniu do tego samego związku, w którym były poprzednio. Jednak taka bezpośrednia reinkarnacja nie zawsze dokonuje sie natychmiast. Czasami zajmuje to miesiące zanim duch zwierzęcia do ciebie powróci.Może powrócić w tej samej postaci w jakiej cie opuscił albo tez moze wybrac inny gatunek, zależy to całkowicie od jego woli. To, że nowe zwierzę nosi w sobie jedna lub więcej cech zmarłego, nie jest niczym nadzwyczajnym. Obydwa są bowiem jedynie wcieleniami tego samego ducha.
Kiedy twoje zwierzę umiera, zwiazek miłości, który łączył cie z nim, nie wygasa.Uczucie to jest jak piekna potężna wstęga.która ciągnie się poprzez różne wymiary, bez początku i bez końca. To specjalne uczucie istniało w wymiarze duchowym zanim ty i twoje zwierzę spotkaliście się, rozkwitło podczas kiedy istnieliście obok siebie w fizycznych formach i bedzie istnieć niezakłócone po tym,gdy twój podopieczny wkroczy w królestwo ducha.
Opracował Dariusz Dąbrowa
malg

20 lipca 2011, 22:23

Ja też to niedawno przeżyłam. Jest to coś strasznego, ale mi bardzo pomogła świadomość kilku rzeczy. Po pierwsze wiem, że miała cudowne życie. Po drugie zapewniłam jej godną śmierć. Uśpiłam ją w domu, odeszła z główką na moich kolanach. Zadbałam też o pochówek, wybrałam jej ulubione miejsce, miała trumienkę, do której włożyłam jej ulubione przedmioty. Jej pewnie było już wszystko jedno, ale dla mnie było to bardzo ważne. Potem oddałam się wspomnieniom. W całym domu umieściłam jej zdjęcia, a z jej adresówki zrobiłam bransoletkę, którą cały czas noszę. To wszystko sprawiło, że zatrzymałam ją jeszcze chwilę przy sobie. I to mi bardzo pomogło. Z racji tego, że raczej w nic nie wierzę, wymyśliłam sobie własną teorię, że moja suczka została ze mną. Myślę, że jest gdzieś blisko i zawsze będzie częścią mnie. Polecam książkę Jeana Prieura "Dusza zwierząt".
Wiem, że nie ma złotego środka i każdy przeżywa to inaczej, ale na pewno warto przypominać sobie, że pies miał z nami kawał wspaniałego życia. I warto myśleć, że na zawsze zostanie częścią naszego serca.

Tęczowy most

To tylko pies, tak mówisz ,tylko pies...
a ja ci powiem ,że pies to często jest więcej niż człowiek
on nie ma duszy, mówisz...popatrz jeszcze raz.
Psia dusza większa jest od psa i kiedy się uśmiechasz do niej ona się huśta na ogonie, a kiedy się pożegnać trzeba i psu czas iść do psiego nieba
to niedaleko pies wyrusza przecież przy tobie jest psie niebo z tobą zostanie jego dusza...

B.Borzymowska
ania05

20 lipca 2011, 22:25

Dziękuję za słowa otuchy ....chociaż nic w chwili obecnej nie jest w stanie zagłuszyć tego bólu .Chodzę jak błedna ,do pracy chodzę jak robot i jak robot pracuję ,najchętniej zasnełabym na pół roku żeby nie myśleć o niczym .Staramy się wychodzić z domu z drugim psiakiem na spacery żeby choć na chwilę odwrócić nasze i jego myśli od tej straty ...jednak powrót do domu boli bo nikt już nas nie wita .Choroba przyszła nagle i podstępnie (nerki) i pomimo intensywnego leczenia i starań lekarzy nic nie dało się zrobić ....a w zasadzie tylko jedno ulzyć w cierpieniu .Wiem że wiek -13 lat -to i tak długi czas dany nam przez los ale nawet gdyby żyła 20 lat tak samo bolałaby strata .Jak opłakiwałam poprzedniego psa którego wziełam z ulicy a którego też zabrała choroba moja przyjaciółka poradziła mi żebym w myślach pozwoliła mu spokojnie odejść tam gdzie chce ...i to wtedy troszkę pomogło bo żal był wielki .Piesek musiał być katowany ,do mojego męża podszedł dopiero po roku pobytu w domu tak bał się mężczyzn .I jak już pokochał nas całym sercem a my jego przyszło choróbsko i zosał uśpiony na stole podczas operacji -okazało się że wątroba była w marskości .Niedługo potem wziełam ze schroniska własnie tego psiaka którego teraz mam .Ale moja sunia była przez ten cały czas z nami a teraz jej nie ma i to jest najgorsze .Wiem ze czas leczy rany ale to bardzo wolno płynący czas .Nowy piesek wniósłby trochę radości ,zajęcia się nim ,ale nie zastapi tamtej .Czuję zamiast serca ziejącą ranę .....jestem zła na cały świat .....
malg

20 lipca 2011, 22:37

Chyba za wcześnie na myślenie o nowym piesku. Ten ból musi trochę się ukoić. Ja nową suczkę wzięłam po 3 miesiącach od uśpienia poprzedniej. I choć jest świetnym psem, to jeszcze miłość do tamtej jest silniejsza. Tą bardzo lubię i dbam o nią jak mogę, ale to nie jest to samo. Być może jeszcze za wcześnie na tak głębokie uczucie, a może rana jeszcze się nie zabliźniła. Chyba tak właśnie jest, bo jak piszę o tamtej, to dalej płaczę.
April
Posty: 98
Rejestracja: 31 marca 2010, 21:52
Lokalizacja: Lubartów

20 lipca 2011, 22:49

łzy mi się cisną do oczu, jak czytam to co teraz czujesz...
sama doskonale znam to uczucie, bo 28 kwietnia tego roku także straciłam psa. to było jedno z najgorszych doświadczeń w moim życiu. kochałam go chyba najbardziej z domowników, a jego śmierć przyszła tak nagle... miał tylko 3,5 roku i przez bardzo długi okres czasu nie potrafiłam się pogodzić z tą ogromną stratą. nikomu nie życzę czegoś takiego... przez pierwsze dwa tygodnie był tylko płacz, na każdym kroku widziałam to, że go już nie ma. nie było już misek, legowiska, nie szczekał na dworze... a jak zobaczyłam przez przypadek coś białego, jak on, serce szybciej mi biło, gdy podświadomość sugerowała mi przez moment jego obecność. wiem, że to może być głupie, ale nawet jak przygarnęliśmy po miesiącu nowego psiaka, to nie potrafiłam się pogodzić ze stratą tamtego... dopiero niedawno przestałam się tak tym przejmować, chociaż wciąż mam takie "fazy" że siadam i po prostu płaczę, bo nie mogę się do niego przytulić kiedy mi źle, tak jak było zawsze... na jego grobie posadziłam kwiaty, siadam tam codziennie i jakby z nim rozmawiam. trzymam jego zdjęcie przy łóżku i codziennie na nie patrzę. ostatnio musiałam pójść na strych, otworzyć pudło z jego rzeczami i po prostu przytulałam się do jego zabawek, czułam odrobinkę jego zapachu w pudełku, siedziałam tam nie wiem ile... wiem, to jest głupie, być może też żałosne, ale tak po prostu przeżywam, do dziś jego śmierć. nie wiem kiedy nastąpi taki czas, kiedy przestanę myśleć o tej stracie. póki co się na to nie zapowiada. dlatego doskonale wiem, co czują ludzie którzy kochają swoje zwierzęta - prawdziwych, często jedynych przyjaciół. wiem, jak wygląda takie cierpienie, co to za okropny ból i złość, kiedy się wie, że nic się nie może zrobić, żeby choć jeden, jedyny raz jeszcze poczuć ten ciepły język na twarzy, czy usłyszeć wesołe szczekanie zachęcające do zabawy...
ania05

20 lipca 2011, 23:04

Tak masz rację .....ja jestem nawet zła na Boga że dał mi takie serce a teraz wydarł z niego kawał .....jedyne co mnie pociesza choć trochę ,troszeczkę to to że miała dobre życie i mogła robić co tylko chciała ,biegac po podwórku ,chrapać na kanapie itp.a niewiele psów ma takie życie . Nie jest to głupie że rozmawiasz ze swoim pożegnanym pieskiem bo to jest po prostu miłość jedyna ,bezwarunkowa ,za nic .Ja przed pracą siadam rano z kawą na dworze i paląc papierosa za papierosem z nerwów patrzę na miejsce gdzie teraz leży .....i w myślach z nią rozmawiam i nie interesuje mnie to że niektórzy traktują to jako dziwactwo ...mam to szczerze powiedziawszy głęboko ....wiem że nawet gdyby nie choroba to i tak niedługo odeszłaby bo wiek robił swoje ,może jeszcze rok ,dwa a może tydzień ,nie wiadomo ......ale żeby jakoś ten ból zelżał ...choć trochę ...żeby myśleć o niej ciepło i wspominać ze łzami ale łzami wdzięczności za jej posiadnie a nie łzami żalu i złości .....ja nie potrafię nawet patrzec na jej zdjęcie bo tak boli ...musiałam zmienic tapetę telefonu bo była na niej ,ponieważ każde spojrzenie w telefon to sztylet w serce ....wszystkie hasła w komputerze mam z jej imieniem ....każdy kwiat w ogrodzie mi ją przypomina.......
malg

20 lipca 2011, 23:13

Myślę, że pisanie o tym też pomaga. Ja po stracie swojej suczki też pisałam o tym na forach. Łatwiej było mi dzielić się tym bólem z obcymi ludźmi.
April
Posty: 98
Rejestracja: 31 marca 2010, 21:52
Lokalizacja: Lubartów

20 lipca 2011, 23:18

miałam dokładnie tak samo, też musiałam zmienić tapetę telefonu, na komputerze, dzwonek... nawet hasło na krakveta mam takie, które jego dotyczy... dokładnie pamiętam, że jak zakładałam tu konto, to on leżał sobie obok, pogłaskałam go i wybrałam hasło, które nie pozwala zapomnieć... wpadłam w szał, jak rodzice stwierdzili, że jego rzeczy będą dla następnego psa. nie pozwoliłam na to, całe wyposażenie dla nowego szczeniaczka kupiłam za własną kasę, a jego rzeczy schowałam do pudełka, bolesne też było to, jak musiałam oddać psu koleżanki resztę karmy... jednak nie zamierzam zapomnieć, na początku mówiłam mu ze łzami, że nie chcę żeby mnie zostawiał, że chcę czuć jego obecność. teraz po prostu wiem, że on jest tam dzieś szczęśliwy, z przyajaciółmi, których stracił... wiem też, jestem tego pewna, że kiedyś się z nim spotkam i już nigdy, przenigdy nie stracę. proszę go o to każdego wieczoru i za każdym razem przypominam sobie, jak całowałam go na dobranoc... pamiętam to miękkie futro i jego zapach... a potem po prostu wzdychał i dalej spał... i któregoś dnia to wyglądało tak jak zawsze, poza tym jednym, jedynym faktem, że wracając ze szkoły w czwartek 28.04.2011 jak każdego dnia, przyszłam po to, żeby po raz ostatni go dotknąć, przytulić, zdjąć obrożę i złożć do grobu w jednym z ulubionych miejsc na podwórku...
ania05

20 lipca 2011, 23:26

Dziękuje wam za taki szybki odzew i wszystkie słowa otuchy bo to ważne wiedzieć że inni też przeżyli taką traumę i chociaż tak jak napisałam wcześniej nic nie jest w stanie zabić bólu to można podzielić się swoimi myslami i przezyciami ....tym bardziej że ja akurat pracuje z ludzmi którzy nie rozumieją po co wogóle mieć a tym bardziej leczyć chorego psa bo to przecież wydatek ......nie mam dla takich grama szacunku ......sa oczywiście wyjątki ale takich ludzi jak wy jest mało ....chciałabym żeby ten wątek był kontunuowany i dał chociaż troche otuchy ludziom w podobnej sytuacji .. :? ja nie mogę ani spać ani jeśc ani normalnie funkcjonować ......mąż mnie pociesza i tłumaczy a po chwili wychodzi na podwórko i sam płacze ......nie płakał tak nawet po śmierci ojca ....i chociaż nie jesteśmy już nastolatkami i tak jak pisałam widziałam już nie jeden ludzki dramat z racji mojego zawodu nie potrafimy sobie wytłumaczyć tego co się stało ...
K@rOLcI@
Posty: 912
Rejestracja: 08 lipca 2011, 14:08

22 lipca 2011, 07:33

ania05 pisze:...tym bardziej że ja akurat pracuje z ludzmi którzy nie rozumieją po co wogóle mieć a tym bardziej leczyć chorego psa bo to przecież wydatek .....
to ja się pytam po co Oni mają dzieci i leczą i tracą pieniądze skoro też wieczne nie są?
Sama miałam suczkę 14lat i samej mi przyszło ja zawieźć na uśpienie i pochować bo żaden chłop nie miał na to czasu. Też chodziłam z nią do weta i leczyłam, płaciłam ale niestety guz rósł i lada dzień by pękł, a to chyba gorsze niż eutanazja. Mam wstręt do ludzi tak myślących i źle traktujących zwierzęta. I choć często słyszę, ty to się tymi pchlarzami przejmujesz bardziej, niż ludźmi, mówię TAK - Ja często bardziej szanuje te "pchlarze" niż Was. Bo nie ma podlejszych ssaków niż ludzie :evil:
Obrazek
"Na zawsze ponosisz odpowiedzialność za to, co oswoiłeś". Antoine de Saint-Exupéry — Mały Książę
zmartwiona

22 lipca 2011, 08:59

Pies kocha miłością bezwarunkową i nie wazne dla niego jest czy jesteś biedny czy bogaty , stary czy młody , ładny czy brzydki .Pies nigdy nie odda Cię do domu starców jak niepotrzebny przedmiot ................ a z dziećmi jest różnie ! Widzę na swoim osiedlu starsze osoby z pieskami, które wpatrzone są w swoich właścicieli jak w Boga ! Ja tez kocham pieski i wolę pieska niż niejednego człowieka !
ania05

22 lipca 2011, 13:13

Ja własnie tez tak mam i dla tego tak trudno pogodzic mi sie z jej odejściem .Bardziej płaczę na śmiercią zwierzęcia niż niejednego członka rodziny (dalszego oczywiście ),bo zwierzę jest bezbronne i zdane na nas .Bezgranicznie nam ufa i prosi o pomoc a my niejednokrotnie nie możemy mu już pomóc .......Dzisiaj jest już troszkę lepiej bo mąż przekonał mnie ze miała sielskie życie i było jej dobrze a te ostatnie dni trzeba na razie wymazać z pamięci ,no i niestety psy nie żyją dłużej ..dla jej rasy 13 lat to po prostu średnia ....ale i tak rano ryczałam jak krowa bo najgorsze te puste miejsca gdzie zawsze leżała i odwracała głowę żeby na nas popatrzec jak wstalismy rano .....wiecie mój piesek ten co został bardzo dziwnie sie zachowuje .Nigdy tego nie robił a teraz zakopuje swoje zabawki tak jakby chciał jej je oddac do ziemi ....to bardzo dziwne i smutne ......
ODPOWIEDZ