Jak sobie poradzić po stracie psa.....

Tutaj poruszamy tematy nie objęte w innych działach.

Moderatorzy: Robert A., Jarek

ODPOWIEDZ
bonek007
Posty: 1
Rejestracja: 09 lutego 2021, 08:55

09 lutego 2021, 09:00

alexis pisze:
19 listopada 2020, 20:25
Zagląda ktoś tu jeszcze? :cry:
Ja zaglądam i chętnie (niechętnie) powrócę do wątków na tym forum. Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Ja też straciłem pieska, w grudniu. W zasadzie z dnia na dzień. Przechodziła łagodnie anemię autohemolityczną i zanim się zorientowaliśmy, wyniki krwi były okropne i nie pomogła nawet transfuzja. Okropny koszmar. W czwartek byliśmy u weterynarza, w niedzielę o 3 w nocy jechaliśmy znów, ale już nie można było nic zrobić. Największy ból, jaki w życiu czułem. Taka młoda była, 6 lat zaledwie, miała być z nami jeszcze tak bardzo długo....

A piszę, bo już myślimy o nowym piesku. Nie, żeby zastąpić. Chcemy dać miłość innemu stworzeniu, uratować i zapewnić ciepły dom innemu kundelkowi. Z jednej strony to okropne uczucie a z drugiej takie dobre...
niaiu
Posty: 107
Rejestracja: 12 stycznia 2021, 09:51

10 lutego 2021, 09:14

bonek007 pisze:
09 lutego 2021, 09:00
alexis pisze:
19 listopada 2020, 20:25
Zagląda ktoś tu jeszcze? :cry:
Ja zaglądam i chętnie (niechętnie) powrócę do wątków na tym forum. Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Ja też straciłem pieska, w grudniu. W zasadzie z dnia na dzień. Przechodziła łagodnie anemię autohemolityczną i zanim się zorientowaliśmy, wyniki krwi były okropne i nie pomogła nawet transfuzja. Okropny koszmar. W czwartek byliśmy u weterynarza, w niedzielę o 3 w nocy jechaliśmy znów, ale już nie można było nic zrobić. Największy ból, jaki w życiu czułem. Taka młoda była, 6 lat zaledwie, miała być z nami jeszcze tak bardzo długo....

A piszę, bo już myślimy o nowym piesku. Nie, żeby zastąpić. Chcemy dać miłość innemu stworzeniu, uratować i zapewnić ciepły dom innemu kundelkowi. Z jednej strony to okropne uczucie a z drugiej takie dobre...
Ja straciłam mojego długoletniego przyjaciela już prawie dwa lata temu. Długo nie mogliśmy się zdecydować na nowego czworonoga w domu... Niby wszystko było ok, ale gdzies tam każdy z tyłu głowy miał jego szczekanie, bawienie się, zaczepianie... W końcu kupiliśmy młodszą wersję.To była najlepsza decyzja!
Wiem, że każdy potrzebuje czasu - jedni mniej, drudzy więcej, ale jeżeli już myslicie o nowym piesku no to wszystko jest na dobrej drodze!
pulimuli
Posty: 1
Rejestracja: 31 marca 2021, 07:24

31 marca 2021, 07:47

Hej, nie mogę spać ani jeść druga dobę..
Zawiozłam moja 10 letnia suczke owczarka do naszej Pani weterynarz. Pies miał podejrzenie ropomacicze, wyciekało jej że sromu.. Mleczno - żółta wydzielina..
Zostało na miejscu zrobione badania krwi piesek miał wszystkie wyniki dobre, nerki, wątroba wszystko ok. Została osłuchania i lekarz powiedział że też jest wszystko dobrze.. Ucieszyłam się bo gdyby było inaczej nie wyraziłabym zgody na zabieg u 10latki... Zaufałam. Chodź było to ropomacicze otwarte, i najgorzej wyglądał jajnik.. Pies ogólnie w dobrej kondycji.
Dostała głupiego Jasia i po paru minutych zasnęła i to był ostatni raz gdy widziałam ja żywą 😭 po 1,5h zadzwonil telefon że suczka zatrzymała się na stole przy zszywaniu i mimo podjętej reanimacji odeszła. Nogi się pode mną ugiely. Nie tak miało być. Teraz nie mogę sobie darować ze zawiozłam ją na śmierć. Nie wykazywała żadnych dolegliwości oprócz wylizywania się i cieknącej wydzieliny. Miała apetyt, bawiła się i biegała z drugim psem.. Obwiniam się i nie mogę dać sobie z tym rady😭 nie mogę przestać myśleć że zabrałam jej z 2 lata życia.. Przecież wcale nie wyglądała nawet na chora😪 to ja podpisałam zgodę i zawiozłam ją do weterynarza. To ja ją zabiłam a ona jeszcze była całkiem radosna i żywiołowa. Rozpaczam, analizuje nie śpię nie jem.. Wszędzie pusto bez niej, nie szczęka i nie tracą mnie pyskiem żeby ją pogłaskać, nie chodzi za mną i nie goni kotów.. Nie łapie mysz nie rozkłada się żeby podrapać ją po brzuszku.. 😭 To drugi dzień a czuje się jakby nie było jej wieczność, nie mogę przestać płakać i myśleć. Nie mogę sobie darować, czuje ogromny ból jakby mi serce rozrywalo😭 co mam że sobą zrobić.. Nie chcę mi się zyc😪 ona mi ufała, kochała a ja ją zabiłam ta zgoda☹️ niech ktoś cofnie czas... Proszę pomóżcie mi. Musiałam to z siebie wyrzucic😭😭😭
KrakVet.pl
Posty: 221
Rejestracja: 16 grudnia 2020, 13:31

13 kwietnia 2021, 09:11

Witajcie!
Strata przyjaciela to niesamowity ból. Sytuacja wręcz nie do opisana. . Wiadomo, że każdy inaczej reaguje na stratę czworonożnego przyjaciela i nie ma złotego środka na poradzenie sobie ze smutkiem. Jednak my chcemy wam pomóc w tych trudnych chwilach. Przygotowaliśmy wskazówki, które pomogą Wam uporać się z bólem.
Zapraszamy serdecznie na naszego bloga. Tam znajdziecie cenne i przydatne uwagi ! :)

Kod: Zaznacz cały

https://www.krakvet.pl/artykuly/jak-poradzic-sobie-po-stracie-czworonoga/
KrakVet.pl
Kasia80
Posty: 2
Rejestracja: 06 maja 2021, 14:31

06 maja 2021, 20:20

Witam was . 5 dni temu pożegnałam mojego najukochańszego Łajtusia ( 15 latek ). Los nam zabrał go w dosłownie 7 dni. od pierwszego dziwnego ataku gdy nie mógł wstać i cały się trząsł kiedy okazało że mocno spadły mu krwinki czerwone i gdy po kroplówce zastrzykach doszedł do siebie. Od tego dnia był słabszy więcej spał ale dużo jadł i ogólnie ok. Nagle za 3 dni znowu to samo tylko z gorączką powyżej 41 st. , wymioty i znowu krwinki niżej....czułam instynktownie że coś się dzieje lecz myśli odrzucałam. Myśli były przy tym że będzie dobrze. Choć nie było, bo widziałam że słabnie, nie ma siły się przywitać, zaszczekać. Od tego codziennie były kroplówki itp. Brak diagnozy i wiele badań nic nie wskazały konkretnego i ja już wtedy tak się przestraszyłam że go stracę i że tak być nie może że ja sobie bez niego życia nie wyobrażam. Tego 4 dnia ze łzami w oczach wyszeptałam mu do uszka mój skarbulku zrób mi prezent i wyzdrowiej na moje urodziny a miałam je dnia następnego. I wiecie co on tego dnia w moje urodziny był w najlepszej kondycji z całych tych 7 dni. Pierwszy raz miał siłę zaszczekać , zjadł tyle że szok, przywitał gości czyli moich rodziców którzy wpadli do mnie ależ wróciła we mnie wtedy nadzieja. Niestety w nocy był kryzys. Rano znów weterynarz i już żadne kroplówki, leki nie pomogły do tego diagnoza że to prawdopodobnie białaczka. Cały dzień przeleżał , nie jadł, patrzył przed siebie smutno, w robieniu siusiu trzeba było go asekurować by się nie przewrócił, wodę do picia podłożyć pod pyszczek ☹…i widać było że on już ma dość ….A ostatnia noc była najgorsza, bardzo płytki i szybki oddech, wymioty, biegunki jak fontanna, on już czuł że to koniec….na chwiejnych nóżkach rano przeszedł się jeszcze po całym ogródku a potem leżał z błagalnym wzrokiem pomóżcie mi …musieliśmy mu pomoc on o to prosił, choć decyzja najtrudniejsza w życiu, człowiek się czuje jak morderca…Jednak gdy weterynarz nam mówi że im mniej krwinek tym miej tlenu transportowanego i cały organizm wysiada i że on już teraz się męczy łapiąc każdy oddech to wiadomo chcieliśmy mu pomoc …Pożegnanie i podroż po eutanazje to tak traumatyczne przeżycie że chyba nigdy nie zapomnę, W ostatnim momencie szeptałam że bardzo go kocham, całowałam po całym ciałku, łzy lały się strumieniami i tak do dziś, choć teraz jest jeszcze gorzej bo bardziej sobie uświadamiam że go już nigdy nie będzie, nie przytulę, nie pocałuje, nie poczuje zapachu, ani odgłosu pazurków na podłodze, tego radosnego przywitania, wspólnych nocy…jest jedno wielkie nic ☹ Mimo że mam męża i dziecko to nie radzę sobie. Oczywiście wyrzuty sumienia że pewnie coś się działo wcześniej tylko nie przyuważyłam, ze za późno zaczęłam działać….i ogromna tęsknota
stokrotka
Posty: 95
Rejestracja: 13 stycznia 2021, 09:22

12 maja 2021, 08:16

Kasia80 pisze:
06 maja 2021, 20:20
Witam was . 5 dni temu pożegnałam mojego najukochańszego Łajtusia ( 15 latek ). Los nam zabrał go w dosłownie 7 dni. od pierwszego dziwnego ataku gdy nie mógł wstać i cały się trząsł kiedy okazało że mocno spadły mu krwinki czerwone i gdy po kroplówce zastrzykach doszedł do siebie. Od tego dnia był słabszy więcej spał ale dużo jadł i ogólnie ok. Nagle za 3 dni znowu to samo tylko z gorączką powyżej 41 st. , wymioty i znowu krwinki niżej....czułam instynktownie że coś się dzieje lecz myśli odrzucałam. Myśli były przy tym że będzie dobrze. Choć nie było, bo widziałam że słabnie, nie ma siły się przywitać, zaszczekać. Od tego codziennie były kroplówki itp. Brak diagnozy i wiele badań nic nie wskazały konkretnego i ja już wtedy tak się przestraszyłam że go stracę i że tak być nie może że ja sobie bez niego życia nie wyobrażam. Tego 4 dnia ze łzami w oczach wyszeptałam mu do uszka mój skarbulku zrób mi prezent i wyzdrowiej na moje urodziny a miałam je dnia następnego. I wiecie co on tego dnia w moje urodziny był w najlepszej kondycji z całych tych 7 dni. Pierwszy raz miał siłę zaszczekać , zjadł tyle że szok, przywitał gości czyli moich rodziców którzy wpadli do mnie ależ wróciła we mnie wtedy nadzieja. Niestety w nocy był kryzys. Rano znów weterynarz i już żadne kroplówki, leki nie pomogły do tego diagnoza że to prawdopodobnie białaczka. Cały dzień przeleżał , nie jadł, patrzył przed siebie smutno, w robieniu siusiu trzeba było go asekurować by się nie przewrócił, wodę do picia podłożyć pod pyszczek ☹…i widać było że on już ma dość ….A ostatnia noc była najgorsza, bardzo płytki i szybki oddech, wymioty, biegunki jak fontanna, on już czuł że to koniec….na chwiejnych nóżkach rano przeszedł się jeszcze po całym ogródku a potem leżał z błagalnym wzrokiem pomóżcie mi …musieliśmy mu pomoc on o to prosił, choć decyzja najtrudniejsza w życiu, człowiek się czuje jak morderca…Jednak gdy weterynarz nam mówi że im mniej krwinek tym miej tlenu transportowanego i cały organizm wysiada i że on już teraz się męczy łapiąc każdy oddech to wiadomo chcieliśmy mu pomoc …Pożegnanie i podroż po eutanazje to tak traumatyczne przeżycie że chyba nigdy nie zapomnę, W ostatnim momencie szeptałam że bardzo go kocham, całowałam po całym ciałku, łzy lały się strumieniami i tak do dziś, choć teraz jest jeszcze gorzej bo bardziej sobie uświadamiam że go już nigdy nie będzie, nie przytulę, nie pocałuje, nie poczuje zapachu, ani odgłosu pazurków na podłodze, tego radosnego przywitania, wspólnych nocy…jest jedno wielkie nic ☹ Mimo że mam męża i dziecko to nie radzę sobie. Oczywiście wyrzuty sumienia że pewnie coś się działo wcześniej tylko nie przyuważyłam, ze za późno zaczęłam działać….i ogromna tęsknota
Nie zamartwiaj się i przede wszystkim nie obwiniaj! Takie rzeczy niestety muszą mieć miejsce, ale jedno jest pewne, dałaś mu co najlepsze :) Powoli, z opływem czasu przepracujesz sobie tę sytuację, a może pewnego dnia jakiś piesek znowu zawita do twojego domu
Kasia80
Posty: 2
Rejestracja: 06 maja 2021, 14:31

14 maja 2021, 15:11

dziękuje stokrotka że się odezwałaś. To forum pomogło mi bardzo w pierwszych dniach gdy szukałam zrozumienia i ukojenia żalu który czuję. Przeczytałam wszystko od początku i zrozumiałam że nie jestem jedyna która czuje że ta malutka istotka pies to członek rodziny i ból gdy odchodzi jest taki sam a czasami i większy gdy odchodzi bliski człowiek. Mija 14 dzień bez mojego niunia i ból jest ogromny, o tęsknocie nie wspomnę... Ja sobie myślałam że Łajtunio jest i będzie na zawsze a tu nagle z dnia na dzień w przeciągu 7 dni los mi go odebrał tak brutalnie bez przygotowania i bez konkretnej diagnozy ... :(.
stokrotka
Posty: 95
Rejestracja: 13 stycznia 2021, 09:22

21 maja 2021, 08:37

Kasia80 pisze:
14 maja 2021, 15:11
dziękuje stokrotka że się odezwałaś. To forum pomogło mi bardzo w pierwszych dniach gdy szukałam zrozumienia i ukojenia żalu który czuję. Przeczytałam wszystko od początku i zrozumiałam że nie jestem jedyna która czuje że ta malutka istotka pies to członek rodziny i ból gdy odchodzi jest taki sam a czasami i większy gdy odchodzi bliski człowiek. Mija 14 dzień bez mojego niunia i ból jest ogromny, o tęsknocie nie wspomnę... Ja sobie myślałam że Łajtunio jest i będzie na zawsze a tu nagle z dnia na dzień w przeciągu 7 dni los mi go odebrał tak brutalnie bez przygotowania i bez konkretnej diagnozy ... :(.
To niestety jest coś, z czym każdy prędzej czy później musi się zmierzyć. Ja długo zbierałam się po stracie mojego przyjaciela. Teraz jego miejsce zastąpił inny i jakoś tak lżej na sercu. Wierzę, że się uporasz z tym problemem i za jakiś czas będziesz patrzeć z uśmiechem na wspólną przeszłość
Sara moja ukochana
Posty: 2
Rejestracja: 17 lipca 2021, 20:41

17 lipca 2021, 20:58

Łącze się w bólu dwa dni temu pożegnałam moją ukochaną sunie Sarę Sarenke Sareneczkę 12,5 letnią biszkoptową labradorke do tej pory zdrowa parę tłuszczaków i narośl przy sutku guzek ale zaczęło się od tak jakby kaszlu i odruchu wymiotnego ze śliną antybiotyk ciut lepiej lecz po kilku dniach nawrót i ogólnie gorsze samopoczucia brak apetytu karmiłam z ręki mokrą karmą bo suchej nie chciała narośl przy sutku zaczęła rosnąć USG guz rak listwy mlecznej guz na śledzionie następnie krew ANEMIA stąd też żelazo które nie pomagało wyniki hemoglobiny coraz gorsze kroplówa steryd nie wychodziła już o własnych siłach o 11.00 mieliśmy zaplanowaną wizytę na transfuzję nad ranem kłopoty z oddychaniem pojechałam pod lecznice weterynarz przyjechał rozłożył ręce miała języczek z boku oddychała sapała szybko dusiła się prosiłam żeby ją leczył odmówił powiedział że cierpi zgodziłam się na uśpienie ale może mogłam w popłochu szybko jechać do innego ŻAŁUJĘ wystraszyłam się tego że się dusi dlaczego nie mógł jej ratować
Sara moja ukochana
Posty: 2
Rejestracja: 17 lipca 2021, 20:41

17 lipca 2021, 21:01

niaiu pisze:
10 lutego 2021, 09:14
bonek007 pisze:
09 lutego 2021, 09:00
alexis pisze:
19 listopada 2020, 20:25
Zagląda ktoś tu jeszcze? :cry:
Ja zaglądam i chętnie (niechętnie) powrócę do wątków na tym forum. Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Ja też straciłem pieska, w grudniu. W zasadzie z dnia na dzień. Przechodziła łagodnie anemię autohemolityczną i zanim się zorientowaliśmy, wyniki krwi były okropne i nie pomogła nawet transfuzja. Okropny koszmar. W czwartek byliśmy u weterynarza, w niedzielę o 3 w nocy jechaliśmy znów, ale już nie można było nic zrobić. Największy ból, jaki w życiu czułem. Taka młoda była, 6 lat zaledwie, miała być z nami jeszcze tak bardzo długo....

A piszę, bo już myślimy o nowym piesku. Nie, żeby zastąpić. Chcemy dać miłość innemu stworzeniu, uratować i zapewnić ciepły dom innemu kundelkowi. Z jednej strony to okropne uczucie a z drugiej takie dobre...
Ja straciłam mojego długoletniego przyjaciela już prawie dwa lata temu. Długo nie mogliśmy się zdecydować na nowego czworonoga w domu... Niby wszystko było ok, ale gdzies tam każdy z tyłu głowy miał jego szczekanie, bawienie się, zaczepianie... W końcu kupiliśmy młodszą wersję.To była najlepsza decyzja!
Wiem, że każdy potrzebuje czasu - jedni mniej, drudzy więcej, ale jeżeli już myslicie o nowym piesku no to wszystko jest na dobrej drodze!
A moja nie doczekała do transfuzji zagląda Pan tu jeszcze😪
joey_18
Posty: 3
Rejestracja: 05 grudnia 2017, 12:11

26 lipca 2021, 10:57

pulimuli pisze:
31 marca 2021, 07:47
Hej, nie mogę spać ani jeść druga dobę..
Zawiozłam moja 10 letnia suczke owczarka do naszej Pani weterynarz. Pies miał podejrzenie ropomacicze, wyciekało jej że sromu.. Mleczno - żółta wydzielina..
Zostało na miejscu zrobione badania krwi piesek miał wszystkie wyniki dobre, nerki, wątroba wszystko ok. Została osłuchania i lekarz powiedział że też jest wszystko dobrze.. Ucieszyłam się bo gdyby było inaczej nie wyraziłabym zgody na zabieg u 10latki... Zaufałam. Chodź było to ropomacicze otwarte, i najgorzej wyglądał jajnik.. Pies ogólnie w dobrej kondycji.
Dostała głupiego Jasia i po paru minutych zasnęła i to był ostatni raz gdy widziałam ja żywą 😭 po 1,5h zadzwonil telefon że suczka zatrzymała się na stole przy zszywaniu i mimo podjętej reanimacji odeszła. Nogi się pode mną ugiely. Nie tak miało być. Teraz nie mogę sobie darować ze zawiozłam ją na śmierć. Nie wykazywała żadnych dolegliwości oprócz wylizywania się i cieknącej wydzieliny. Miała apetyt, bawiła się i biegała z drugim psem.. Obwiniam się i nie mogę dać sobie z tym rady😭 nie mogę przestać myśleć że zabrałam jej z 2 lata życia.. Przecież wcale nie wyglądała nawet na chora😪 to ja podpisałam zgodę i zawiozłam ją do weterynarza. To ja ją zabiłam a ona jeszcze była całkiem radosna i żywiołowa. Rozpaczam, analizuje nie śpię nie jem.. Wszędzie pusto bez niej, nie szczęka i nie tracą mnie pyskiem żeby ją pogłaskać, nie chodzi za mną i nie goni kotów.. Nie łapie mysz nie rozkłada się żeby podrapać ją po brzuszku.. 😭 To drugi dzień a czuje się jakby nie było jej wieczność, nie mogę przestać płakać i myśleć. Nie mogę sobie darować, czuje ogromny ból jakby mi serce rozrywalo😭 co mam że sobą zrobić.. Nie chcę mi się zyc😪 ona mi ufała, kochała a ja ją zabiłam ta zgoda☹️ niech ktoś cofnie czas... Proszę pomóżcie mi. Musiałam to z siebie wyrzucic😭😭😭
Wiem, że to już minęły 4 miesiące od twojego posta, ale jakby nie poszła na operację, to z ropomacicze szybko by ją zabiło i to w męczarniach. Nie zarzucaj sobie nic.
joey_18
Posty: 3
Rejestracja: 05 grudnia 2017, 12:11

26 lipca 2021, 11:10

Sara moja ukochana pisze:
17 lipca 2021, 20:58
Łącze się w bólu dwa dni temu pożegnałam moją ukochaną sunie Sarę Sarenke Sareneczkę 12,5 letnią biszkoptową labradorke do tej pory zdrowa parę tłuszczaków i narośl przy sutku guzek ale zaczęło się od tak jakby kaszlu i odruchu wymiotnego ze śliną antybiotyk ciut lepiej lecz po kilku dniach nawrót i ogólnie gorsze samopoczucia brak apetytu karmiłam z ręki mokrą karmą bo suchej nie chciała narośl przy sutku zaczęła rosnąć USG guz rak listwy mlecznej guz na śledzionie następnie krew ANEMIA stąd też żelazo które nie pomagało wyniki hemoglobiny coraz gorsze kroplówa steryd nie wychodziła już o własnych siłach o 11.00 mieliśmy zaplanowaną wizytę na transfuzję nad ranem kłopoty z oddychaniem pojechałam pod lecznice weterynarz przyjechał rozłożył ręce miała języczek z boku oddychała sapała szybko dusiła się prosiłam żeby ją leczył odmówił powiedział że cierpi zgodziłam się na uśpienie ale może mogłam w popłochu szybko jechać do innego ŻAŁUJĘ wystraszyłam się tego że się dusi dlaczego nie mógł jej ratować
Ja w marcu dowiedziałam się, że ma guzka na moja 16 letnia suczka beagle ma guzka na śledzionie, zeszłego roku w lipcu miała usg i jeszcze go nie było (albo nie zauważyli), więc musiał się jakoś jesienią/zimą pojawić i szybko urosnąć, bo w marcu miał 2,5-2,7 cm, biopsja nie wykazała nowotworu złośliwego, ale to wciąż nie było na 100%. Ze względu na wiek, pogorszone parametry nerkowe i stany zapalne jelit, weterynarze poradzili, aby ją monitorować, jak będzie się coś działo, to wtedy będzie decyzja do podjęcia, ale mój zaprzyjazniony wet powiedział, że w zdrowiu przeżyła ponad miarę, więc z jej wynikami jak przyjdzie znaczne pogorszenie, to większe szanse, że zejdzie podczas operacji albo zaraz po i sobie nie poradzi bez śledziony, miała długie dobre życie i lepiej to zapamiętać. Radziłyśmy sobie, monitorowałyśmy, dostawała leki, ale w międzyczasie zaczynała dostawać raz w miesiącu dziwnych splątań i drgawek, mimo jedzenia chudła, jak ją na ostatniej wizycie postawiłam na wagę, to się wystraszylam, bo w dwa miesiące poszło prawie 2 kilo, zaczęły się robić zaniki mięśniowe w tylnich łapkach. W ten piątek po poł€dniu dostała gorączki, telepawek, poleciałam do weta, dostała leki, uśmiechnęła się do mnie, pomerdała ogonem, potarzała w swoim legowisku, zostawiłam ją do spania, żeby odpoczeła. Następnego dnia drgawki znowu wystąpiły, stan podgorączkowy, byłyśmy umówione na badania kontrolne, zrobiłśmy, pani doktor była zaskoczona, że tak drastyczne poleciały, morfologia tragedia, trzebaby zaraz myśleć o przetaczaniu krwi, potem operacja, nie wiadomo, czy w ogóle przeżyje, bo i nagle trzuska zapalenie i wątroba, a jeszcze w ubiegłym miesiącu było ok. Jakby przeżyła, to trzebaby i neurologicznie się badać i ustalać skąd drgawski, walczyć o nogi, a i za chwilę mogły by paść. Płakałam, ale nie mogłam jej tego zrobić. Zresztą położyła się na ziemi u weta i poszła spać, nigdy tak się nie zachowywała. Zawołałam męża, daliśmy jej zastrzyk, odpłynęła przy ulubionej piosence, bardzo szybko. Teraz też płaczę, czy się pospieszyłam, ale wiadomo emocje, wszyscy mi mówią, że dobrze zrobiłam.
Zrozpaczona-wroclaw
Posty: 2
Rejestracja: 14 sierpnia 2021, 19:34

14 sierpnia 2021, 20:10

Witajcie,
Jestem tu nowa. Nie radzę sobie. We wtorek 10 sierpnia odeszła moja sunia. Tak nagle:( była zdrowym, żywym psem, tego dnia też miałam humor i było jak zawsze. A w pewnym momencie idąc przewróciła się i nie mogła wstać, podbiegłam do niej a wtedy już położyła się na boku i zaczęła tak wyć, jakby miało to znaczyć "ratunku" :( nie zdążyłam się z nią pożegnać... Nie zdążyłam jej przytulić .. powiedzieć jak bardzo ja kocham.. miała tylko 10,5 lat. Adoptowalismy ja ze schroniska jako szczeniaczka. Wszystkiego się bała. Dla nas była mega kochana, przytulanka i te zawsze wpatrzone maślane oczy pokazujące miłośc. Jak sobie z tym poradzić? Nie mogę normalnie funkcjonować a mam w domu jeszcze jednego psa który ma 13 lat. Przyjście po pracy do domu, czy po prostu siedzenie w domu to dla mnie tragedia. Ciągle ja mam przed oczami, ciągle ryczę. Nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Czuje okropny ból... Sunia miała nagła śmierć sercowa i nie zdążyliśmy kompletnie z niczym😭 w tym dniu nawet jej nie przytuliłam..
Mam potworne wyrzuty sumienia przez to.. błagam pomóżcie mi jakoś bo ja normalnie nie mam siły 😭😭😭 nie ma jej z nami już 4 dni a dla mnie to jak wieczność.. jakiś czas temu rozmawialiśmy z mężem na temat co jeśli nasze psiaki odejda i mówiliśmy że weźmiemy napewno drugiego zeby ten jeden nie został sam... A teraz? Serce mam rozdarte i nie radzę sobie z niczym. Tak bardzo tęsknię za nią😭😭😭😭💔 a ból jaki odczuwam jest nie do opisania..
KrakVet.pl
Posty: 221
Rejestracja: 16 grudnia 2020, 13:31

17 sierpnia 2021, 10:16

Zrozpaczona-wroclaw pisze:
14 sierpnia 2021, 20:10
Witajcie,
Jestem tu nowa. Nie radzę sobie. We wtorek 10 sierpnia odeszła moja sunia. Tak nagle:( była zdrowym, żywym psem, tego dnia też miałam humor i było jak zawsze. A w pewnym momencie idąc przewróciła się i nie mogła wstać, podbiegłam do niej a wtedy już położyła się na boku i zaczęła tak wyć, jakby miało to znaczyć "ratunku" :( nie zdążyłam się z nią pożegnać... Nie zdążyłam jej przytulić .. powiedzieć jak bardzo ja kocham.. miała tylko 10,5 lat. Adoptowalismy ja ze schroniska jako szczeniaczka. Wszystkiego się bała. Dla nas była mega kochana, przytulanka i te zawsze wpatrzone maślane oczy pokazujące miłośc. Jak sobie z tym poradzić? Nie mogę normalnie funkcjonować a mam w domu jeszcze jednego psa który ma 13 lat. Przyjście po pracy do domu, czy po prostu siedzenie w domu to dla mnie tragedia. Ciągle ja mam przed oczami, ciągle ryczę. Nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Czuje okropny ból... Sunia miała nagła śmierć sercowa i nie zdążyliśmy kompletnie z niczym😭 w tym dniu nawet jej nie przytuliłam..
Mam potworne wyrzuty sumienia przez to.. błagam pomóżcie mi jakoś bo ja normalnie nie mam siły 😭😭😭 nie ma jej z nami już 4 dni a dla mnie to jak wieczność.. jakiś czas temu rozmawialiśmy z mężem na temat co jeśli nasze psiaki odejda i mówiliśmy że weźmiemy napewno drugiego zeby ten jeden nie został sam... A teraz? Serce mam rozdarte i nie radzę sobie z niczym. Tak bardzo tęsknię za nią😭😭😭😭💔 a ból jaki odczuwam jest nie do opisania..
Cześć.
Bardzo Ci współczujemy po stracie ukochanego przyjaciela. Wiemy, że nic nie może się z tym bólem równać i znalezienie ukojenia nie będzie łatwe. Ale doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo jest to trudny czas. . Wiadomo, że każdy inaczej reaguje na stratę czworonożnego przyjaciela i nie ma złotego środka na poradzenie sobie ze smutkiem.
Jeśli znajdziesz chęć i energię na to, aby chwilę poczytać, to zapraszamy na naszego bloga. Znajdziesz tam cenne uwagi, które mogą okazać się przydatne w tych chwilach.

Kod: Zaznacz cały

https://www.krakvet.pl/artykuly/jak-poradzic-sobie-po-stracie-czworonoga/
KrakVet.pl
ODPOWIEDZ