śmierć 1 dzień po usunięciu śledziony

Dyskusje o chorobach, ich leczeniu, oraz profilaktyce.

Moderatorzy: Robert A., Jarek

oksh
Posty: 1
Rejestracja: 27 maja 2020, 19:27

27 maja 2020, 19:32

U mojego piesia (12-letni Terier Walijski) ostatnio wykryto guza na śledzionie o wymiarach 2cm x 2,5cm. Poszedł na USG tego samego dnia, gdy zauważyliśmy, że sika krwią. Wykryto kamień i... przy okazji właśnie tego guza. Za 3 dni rano usunięto mu całą śledzionę i pod wieczór tego samego dnia wrócił z nami do domu niesiony na rękach. Lekarki powiedziały, że guz jest czerwony oraz, że " wygląda dobrze" (cokolwiek to znaczy) i będzie poddany dalszej analizie. Na "końcu języka śledziony widoczne czerwone plamki". Nie wykryto żadnych innych zmian na innych organach, jednak ostatecznym werdyktem miał być wynik histopatologiczny za jakiś czas. Pies po zabiegu był zmęczony i osowiały, raczej nie wstawał choć głową poruszał sprawnie. Zauważalnie ucieszył się gdy zobaczył, że przyszliśmy po niego, miał wolę życia... Przespał spokojnie całą noc, rano miał wyraźnie więcej energii, jadł, pił, podszczekiwał, nie wymiotował (a ponoć mógł), choć chodzenie mu nie bardzo wychodziło, mógł siedzieć. Język miał różowy. O 8:00 byliśmy umówieni na kroplówkę (nie wiem jaką dokładnie). Jednak w trakcie kroplówki pies zaczął być jakiś coraz bardziej niespokojny, więc przerwano w połowie i miała zostać dokończona po południu tego samego dnia - gdy i tak ponownie przyjdziemy na lek przeciwbólowy i antybiotyk. Przed kroplówką nie badano psa ani stetoskopem ani EKG, miał jedynie zmierzoną temperaturę,która nie wykazała gorączki (38.6 stopni). Po przyjściu do domu pies momentalnie zaczął coraz ciężej oddychać, charczeć i obnażać przy tym zęby i dziąsła, a także na bok wystawił język, który prawie od razu zrobił się biały, a czasami nawet miał siny odcień. Podczas intensywnego sapania całe jego ciało się poruszało w rytm tego dźwięku. Zadzwoniliśmy do lecznicy i powiedziano nam, że jeśli w ciągu pół godziny nie uspokoi się to należy przyjść ponownie. Wytrzymaliśmy niecałe 10 minut i przylecieliśmy z nim. Został zbadany stetoskopem, lekarz stwierdził, że tony serca są słabo słyszalne. Jedna lekarka chciała badać mu serce za pomocą EKG, a druga uznała, że najważniejsze jest jednak ustabilizowanie go najpierw poprzez podanie tlenu. Podano tlen, potem adrenalinę i to na jakiś czas podobno pomogło. Odesłano nas do domu, a pieska zostawiono pod tlenem. Nie odbierały telefonów. Ponoć reanimacja trwała półtorej godziny, pies walczył o życie, bo na chwilę udało się wznowić akcję serca. Ostatecznie jednak umarł :( Powód - wstrząs anafilaktyczny. Zadzwonił do nas lekarz informując nas o tym fakcie, powiedział że po podaniu tlenu, pies się na chwile unormował, a następnie znów pojawiło się sapanie. Jego serce zatrzymało się. To było wczoraj, dokładnie w dzień matki :(
Dalsze badanie histopatologiczne guza pewnie nie ma sensu - choć nie ukrywam, że zjada mnie ciekawość czy rak był złośliwy...
No i totalnie nie mogę sobie darować utraty przyjaciela. Czy on naprawdę musiał wczoraj umrzeć? Czuję, że gdzieś na którymś etapie został popełniony błąd lub podjęta niewłaściwa decyzja. Jeszcze raz podkreślam, że po operacji wycięcia śledziony pies wieczorem, przez całą noc i rano był spokojny, miał apetyt i trochę energii, generalnie widać było, że naprawdę jest na dobrej drodze... Dopiero pójście na tą kroplówkę sprawiło, że wszystko zaczęło się walić i piesio zszedł w ciągu 3 godzin. Czuję, że po prostu poszedł tam na śmierć, bo do tego czasu wszystko było ok (nie miał żadnych objawów tego guza, gdyby nie przypadkowe badanie usg wykonane w związku z krwią w moczu, to do tej pory i nie wiadomo jak długo jeszcze o niczym byśmy nie wiedzieli) Czuję, że gdyby nie "to-coś-niewłaściwego" to byłby tu ze mną dziś. Zwierzę generalnie zawsze było silne, żywiołowe, bardzo uparte, długo walczył zanim wszedł w narkozę, w lecznicy zawsze mówili że nie wygląda na 12 lat tylko na 7 i obstawiali, że dożyje nawet do 17 lat. Był po późnej kastracji. Miał też 3 miesiące temu podwiązane wypadające hemoroidy; w ich okolicy były guzki które wycięto i poddano histopatologi - nie był to rak. Sytuacja z hemoroidami skutkowała podwyższeniem markerów nowotworowych we krwi co ponoć jest normalne. Jeśli chodzi o badania krwi wykonane przed operacją wycięcia śledziony (morfologia + biochemia) to morfologia była bardzo dobra, wręcz nazwana przez lekarzy wzorową (wszystko w granicy połowy normy) w biochemii fosfataza zasadowa była sporo podwyższona, co tłumaczono guzem. 10 miesięcy temu USG nie wykazało żadnych guzów.

Wracając do dnia wczorajszego - jeżeli ktokolwiek jest w stanie coś więcej mi wyjaśnić CO TU SIĘ STAŁO, jakoś otworzyć mi oczy na wiedzę... to bardzo, bardzo, ogromnie proszę.
Vet4u
Posty: 637
Rejestracja: 08 lipca 2022, 18:43

31 maja 2023, 09:45

Dzień dobry,
Żeby móc odpowiedzieć na pytanie co się tak naprawdę stało to należałoby przeprowadzić sekcje zwłok. Tylko sekcja powie nam co wydarzyło się w organizmie psa np. Czy nie doszło do jakiegoś krwotoku wewnętrznego lub innej patologii. Bez sekcji nie ma wystarczającej ilości informacji, które pozwolą stwierdzić przyczynę zgonu.
Badanie EKG nie należy do badań wykonywanych każdorazowo przy wizycie pacjenta, jest to badanie dodatkowe, które wykonywane jest gdy istnieje podejrzenie występowania chorób serca, a jeżeli pacjent jest w ciężkim stanie to najpierw należy go ustabilizować.

Pozdrawiamy,
Zespół Vet4u
ODPOWIEDZ
  • Informacje
  • Kto jest online

    Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 1 gość