Czy mój pies został otruty czy to wina kleszcza?

Dyskusje o chorobach, ich leczeniu, oraz profilaktyce.

Moderatorzy: Robert A., Jarek

ODPOWIEDZ
Nanana11
Posty: 1
Rejestracja: 24 kwietnia 2021, 16:02

24 kwietnia 2021, 17:00

Dzień dobry,
Niestety mojemu kochanemu pupilowi nic już nie pomoże, jednak chciałabym znać dokładną przyczynę jego odejścia i to ile jest w tym mojej winy, bo nie mogę sobie wybaczyć, że już jej nie zobaczę.
Wszystko wyglądało następująco: zauważyłam, że pies nie chce jeść (do tego momentu jadł normalnie), początkowo stwierdziliśmy że to może być wina przejedzenia, bo pieski dostały dużo jedzenia na raz jednego dnia -[ środa] (taki stan utrzymywaliśmy około 2 dni), w tym samym czasie też ten sam pies przestał chcieć przesiadywać w domu, nie chciał wchodzić do domu (drugi chciał być w domu). Zauważyliśmy że pies zrobił podkop w nocy [z piątku na sobotę, 2-3 dzień po przejedzeniu] i wtedy pomyślałyby że nie je z powodu cieczki (często tak miała) i poczekaliśmy jeszcze chwile. W niedziele [4 lub 5 dzień niejedzenia] pies nadal nie chciał jeść, choć zjadł kotleta. Zauważyłam wtedy, że pies nie może się wypróżnić choć prubuje, po próbach ze zmęczenia klipnął na tyłek w pozycji jak dowyproznienia. Tego tez dnia był jakby wymęczony i nie chciał jeść, choć zawsze towarzyszył ludziom przy jedzeniu i chciał kawałek. Wtedy tez przypomniałam sobie o podejrzeniu zjedzenia przez psa wykałaczki, które mogło nastąpić tydzień szybciej w sobotę, sprawa ta przyćmiła mi oczy i niedostrzegłam innych objawów i możliwości (na późniejszym badaniu okazało się że nic nie jest przebite i weterynarz od razu stwierdził że ta wykałaczka jest mało prawdopodobna - pies miał zrobione rtg). Dalsza cześć historii wyglądała tak: pies nie jadł, siłą wciskałem mu mleko i kleiki, które zaczął zwracać praktycznie od razu, w środę po konsultacji z weterynarzem (wizyta bez psa) daliśmy mu tabletki na trawienie i elektrolity, niestety z psem było źle nie robił kupy i wymiotował. W piątek [10 dzień ] zabraliśmy go do weterynarza (wtedy weterynarz powiedział że wykałaczka jest mało prawdopodobna, podejrzewał oznaki starości jednak ja wiedziałam że pies nie zestarzał się w dwa tygodnie) pies dostał zastrzyk przeciwbólowy, miał tez lekka gorączkę. Po powrocie do domu pies zaczął więcej pic (skutek zastrzyku) i nabrał ochoty na jedzenie, jednak coś wewnątrz go blokowało przed zjedzeniem (miał ochotę zjeść ale nie mógł) widać było że po zastrzyku ma apetyt ale nie może jeść, wciągnął miseczkę karmy (bardzo malutko), niestety zwrócił po kilku godzinach. Na sile karmilismy go mlekiem i jajkami wraz z glukozą. W sobotę na spacerze zrobił kupę (normalną brązową nieco zbitą i bardzo mało) myślałam że będzie już lepiej. Pies jak zwykle poszedł posiedzieć w stawie niestety jak wychodził to zauważyłam że nie może podejść pod górkę i potyka się, slania się na nogach, wracał powoli nie tak jak wcześniej biegając. Jednym z objawów które zauważyłam było tez jedzenie trawy i opisanie się woda po czym wymiotował. W niedziele [12 dzień ] na spacerze z trudem zrobił zbitą ciemnozieloną kupę (takie mniejsze kulki zbite w jeden kształt) potem znów zachowanie podobne do tego z dnia poprzedniego, jednak zaczął tez robić brunatną, prawie czarną rzadka kupę w małych ilościach (tego samego dnia) nie wiem czy była w niej krew (widocznej gołym okiem krwi nie było). W tym dniu pies nadal wymiotował (raczej tym co mu wcisnęliśmy lub tym co wypił) i robił co chwile kupkę czarna lub próbował i nie mógł. W poniedziałek nie zastaliśmy weterynarza. Pies tego dnia był jakby zdrowy, dziarski i gotowy popędzić za rowerzystą, myśleliśmy nawet że już lepiej jednak w pewnym momencie zaczął wymiotować i od razu posmutniał. Cały dzień się słaniał, chodził i wymiotował, na spacerze musiał odpocząć aby wrócić do domu bo nie miał siły. Na drugi dzień rano jeszcze o własnych siłach wszedł do domu, niestety stan się pogarszał, nie wstawał, pił na leżąco jak mu podstawiła miskę. Do samochodu zanieśliśmy psa na rękach, tam gdy poczuł powietrze na chwile nawet usiadł, jednak był słaby, do weterynarza go zanieśliśmy. Pobrano krew, zrobiono zdjęcie rtg, na którym nie było widać żadnych śladów pęknięcia narządów, guzów ani wylewów, jedynie początek zwyrodnienia kręgów (pies duży i leciwy na swą rasę). Padło podejrzenie babeszjozy. Pies dostał kroplówkę (po której zrobil się żywszy) i 4 zastrzyki (przeciwgorączkowy, antybiotyk, łek na babeszjozę i przeciwwymiotny - aby nie zwymiotował kontrastu bo na drugi dzień miało być prześwietlenie z kontrastem) pełni nadzieji na jutrzejsza diagnozę. Weterynarz zabronił podawać w ten dzień wody i jedzenia aby pies nie zwymiotował kontrastu, o 19 miałam podać kontrast ale zobaczyłam psa dyszącego z łomoczacym sercem, schłodziła łapy i pyszczek chyba trochę zelżało, podałam kontrast, pies z pozycji leżącej plackiem unosił się czasem i przeczolgiwal po pomieszczeniu, cały czas ział. Chodziłam co chwile przemywać mu pyszczek wodą (sam już się nawet napić nie chciał) bo miał cały język i pyszczek suchy jak wiór do tego przygryzał sobie wargi. Cała noc chodziłam do psa przemywać pyszczek, niestety był coraz bardziej ospały nie otwierał oczu i dyszał ze strachem czekałam na rano aby jechać do lecznicy (ostatni raz byłam u psa o 1:30 w nocy) wtedy tez zasnęłam (a o 4 moja mama poszła do psa, który był już sztywny i zimny, z otwartymi przerażonymi oczami. Weterynarz powiedział że z wyników badań krwi wyszły strasznie uszkodzone nerki i wątroba oraz anemia (wyniki były bardzo złe) powiedział że to babeszjoza lub trutka (skłaniał się ku kleszczom) jednak ja chciałabym wiedzieć co tak naprawdę było przyczyną dlatego pytam (jest tez osoba, która w ramach złośliwości bez skrupułów mogłaby podać bezbronnemu zwierzęciu ta trutkę w jedzeniu, przerzucić przez ogrodzenie.) Pies miał otwarte przerażone oczy, wypłynął z niego zielony płyn (zielona woda) wiem tyle z opowieści bo nie byłam w stanie sama zobaczyć. Dodatkowy objaw podczas całego procesu o którym nie wspomniałam to skurcze, które pies miał w dolnej części brzucha w okolicy tylnych nóg (chyba okolice jelit) dlatego tez uczepiłem się wykałaczki, bo myślałam że to ona kłuje psa i nalegałam na diagnostykę w tym kierunku.
Proszę o odpowiedz, najlepiej specjalisty czy to była trutka czy babeszjoza? Do pory wystąpienia tych objawów pies był pełen życia. Kocham go nadal, cierpię i bardzo chciałabym wiedzieć czy moje kochanie zostało skrzywdzone przez okropnego i bezdusznego człowieka, czy też padło ofiarą kleszcza, chociaż tyle chciałabym wiedzieć..., bo życia niestety już mu wrócić nie mogę...
ODPOWIEDZ